Słynna seria kremowych cieni od Maybelline skradła serce wielu kobietkom. Porównywalne są do Paint Potów Macowskich. Przeglądając blogi, vlogi etc stwierdziłam, że muszę mieć je i Ja! :) ... właśnie dorobiłam się 6 różnych kolorków.
Cienie dostępne są w każdej drogerii, a ich koszt wynosi ok. 25 zł. siedzą sobie w niewielkich szklanych słoiczkach (4g), a ich termin to 2 lata od otwarcia.
25 Shandy Shores jest to kolor złotawy. Na nim najbardziej się zawiodłam... słabo się nakłada zarówno pędzelkiem, czy też palcem, ale to nic! Nałożony na moją powiekę wygląda po prostu okropnie. Nie wiem czemu ale wpada w kolor zieleni, więc wyglądam jakbym miała siniaki na powiekach :(
35 On and On Bronze jest dla mnie fenomenalny! Jest to połyskujący jasny brąz wpadający lekko w złoto,a poza tym świetnie napigmentowany. Jeśli nie mam czasu i muszę szybko wykonać makijaż sięgam własnie ten słoiczek... po prostu nałożony sam na naszą powiekę świetnie wygląda i utrzymuje się naprawdę kilka godzin.
40 Pernament Toupe na niego się skusiłam poszukując pomocy dla moich brwi. Jest tak osławiony, że musiałam go wypróbować na samej sobie. Kolor jest zimnego brązu. Idealnie sprawuje się do podkreślenia brwi, ach musicie same wypróbować. jest on dla mnie od ostatniego czasu moim must have w makijażu. Minus jaki w nim widzę to trochę tępawa konsystencja...
45 Infinite White kolor istnie perłowy, który lekko wpada w srebro. Oj nie, nie nie jak dla mnie na powiekę się nie nadaje ponieważ nie gustuję w perłowe makijaże. Ale! Skoro go już kupiłam musiałam znaleźć dla niego zastosowanie... ten odcień stosuję do rozświetlenia wewnętrznego kącika oka :) Słyszałam, iż niektóre osóbki stosują go do rozświetlania twarzy... Próbowałyście???
91 Creme de Rose i 93 Creme de Nude och i to jest właśnie to co tygryski lubią najbardziej ;) oba wykorzystuję jako bazę pod cienie... bo są normalnie MEGA! Cienie świetnie się ich trzymają. nie mogłam zdecydować się który kolor wybrać... wzięłam dwa:) Creme de Rose jest kolorem beżowym z nutą różu, dość neutralny. Z kolei Creme de Nude ma odcienie żółci, który ładnie niweluje żyłki na powiekach. Solo niestety oba odcienie zbierają się w załamaniach...
Tak króciutko podsumowując:
- cienie ładnie się rozprowadzają pędzelkiem, czy też paluszkiem,
- dobrze się blendują,
- nie zbierają się w załamanie powieki (oprócz 91 i 93),
- idealne do szybkiego makijażu oka,
- najbardziej jestem zaczarowana 40 Pernament Toupe, jest idealna do moich brwi i wygląda naturalnie.
Myślę, że każdy znajdzie dla siebie odpowiedni kolorek z gamy Color Tattoo. Czy je kupie ponownie? Tak!!! Nadal jestem ciekawa innych kolorków, lecz tym razem poczekam na promocje...
Macie już swój ulubiony odcień? Lubicie?Jestem bardzo ciekawa jak u Was się sprawują :)
Przyciski społecznościowe dostarczyły profilki.pl
Ciągle się przymierzam do ich kupna, ale jakoś nie jestem pewna ��
OdpowiedzUsuńpolecam dorwać na wyprzedaży w rossmannie -49% (pod koniec września się zaczyna) chociaż jeden cień. Osobiście polecam cream de rose bądź cream de nude idealna baza pod cienie...:)
Usuń